|
Niedziela, 1 sierpnia 2010r., XVIII Niedziela Zwykła Imieniny obchodzą: Julian, Justyn, Piotr |
Pielgrzymki parafialne
Pielgrzymka do Fatimy | Pielgrzymka do Fatimy |
|
|
|
| 18.07.2006. | |
|
W dniach od 12 do 17 lipca odbyła się pielgrzymka do Fatimy z naszej
parafii. Jej uczestnikami byli nie tylko parafianie, ale także
pielgrzymi z Wilkołaza, Stopnicy, Krakowa, Hrubieszowa, Tomaszowa i
Lublina. Pilotem i przewodnikiem był Pan Bogusław Murlak, a opiekunem
duchowym ks. proboszcz Florian Gruca SCJ.
„Kto tu przyjechał – wróci tu na pewno”
Te dwa cytaty dają odpowiedź na pytanie: czy warto odwiedzić Fatimę i inne miejsca w Portugalii? Wszyscy wiemy, iż Fatima to miejsce kultu i objawień Najświętszej Maryi Panny. Tu w roku 1917 od maja do października 13. każdego miesiąca trzem pastuszkom objawiała się Matka Boża. Ogromna ilość pielgrzymów przybywających z całego świata, modlitwy różańcowe i procesje stwarzają atmosferę zadumy.
Drugą perłą tych okolic jest Mosteiro de Santa Maria da Vitória w Batalha – wybudowany przez króla Joao po zwycięstwie nad Kastylijczykami, co zapewniło 200 lat niezależności Portugalii. Spotkać tu można jedyne na świecie niedokończone kaplice – nie ma sufitu, ani sklepienia. Błękit nieba, plus bogactwo rzeźb tworzy niepowtarzalny styl. Godne uwagi są również: kościół i królewskie opactwo Świętej Maryi w Alcobaça, które wpisane są przez UNESCO na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego. Zwiedzając środkową część Portugalii nie można nie zatrzymać się w Nazaré, które dzieli się na dolne i górne. W niżej położonej części miasta znajduje się plaża obmywana falami oceanu. Specjalnością restauracji są grilowane sardynki (sprawdziliśmy to osobiście). Na wysokości 110 m nad skarpą wznosi się Ermida da Memória, kapliczka ku czci Najświętszej Pani z Nazaré, która cudem uratowała od śmierci jednego z dostojników. Trzeci dzień pielgrzymki był równie wzruszający i pełen zadumy. Droga do wioski, w której mieszkali pastuszkowie, poprzedzona była niewielkimi kapliczkami. Wspólnie odprawiliśmy przy nich drogę krzyżową. Piękne stacje i krajobraz nie pozwoliły przeżyć tego inaczej. Nie czuliśmy zmęczenia i upału (ponad 40 stopni C). Rodzinna wioska Aljustrel przenosi nas do początku XX wieku. Świetnie zachowane domy, zarówno Łucji jak i Franciszka i Hiacynty. Przeżyciem niezwykłym było spotkanie członka rodziny Franciszka i Hiacynty. Jest to starszy człowiek, pełen radości i uśmiechu, który potrafi stworzyć wokół siebie niepowtarzalną atmosferę. Na pewno pielgrzymka ta pozostawi na długo w pamięci chwile spędzone w Sanktuarium na modlitwie oraz wspaniałe obrazy kamienistych pagórków i wciskającego się w głąb lądu oceanu. Drogi czytelniku! Nie myśl, że czytając to przeżyjesz to, co my. Obrazy i te przeżycia zarezerwowane są dla tych, którzy odwiedzą Fatimę.
Uczestniczka z Lublina
Przybyłam na fatimską pielgrzymkę z różańcem w ręku, z imieniem Matki Bożej na ustach, z pieśnią dziękczynienia Bogu w sercu i z licznymi prośbami. Pielgrzymka na sam kraniec Europy to niezwykłe wydarzenie w moim życiu, trudne do opisania. Piszę te słowa w trakcie pobytu w Fatimie. Przed chwilą wróciłam z drogi krzyżowej, gdzie w zieleni dębów i drzew oliwkowych wznoszą się białe kapliczki – 14 stacji i najnowsza piętnasta przedstawiająca zmartwychwstanie Chrystusa. Nie chcę wrażeń i przeżyć duchowych pielgrzyma mieszać z wrażeniami turystki. Jestem oszołomiona i zachwycona. Dla nas, katolików odwiedzenie Fatimy, gdzie Matka Boża objawiła się trojgu pastuszkom, jest głównym celem wędrówki. Pani jaśniejsza od słońca – jak mówiły dzieci – wybrała to miejsce, aby wezwać nas, świat, do nawrócenia, pokuty, modlitwy i do ofiarowania się Jej Niepokalanemu Sercu. Codziennie o zmroku przed bazyliką Matki Bożej Różańcowej, gdzie usytuowana jest niewielka Kapliczka Objawień – serce sanktuarium, wraz z pielgrzymami z całego świata uczestniczyłam w modlitwie różańcowej, a później przy blasku świec w procesji fatimskiej. Przesłanie pokoju i nadziei jest tak silne, że wyjadę bogatsza na duchu. Odjadę z radością, ale i tęsknotą. Przyjm nasza Matko moją modlitwę, pobłogosław i umocnij w dobrych zamiarach. Udziel nam swego błogosławieństwa o Pani i okaż miłosierną miłość.
Danuta – uczestniczka pielgrzymki z parafii wilkołaskiej
W związku z przejściem na emeryturę planowałam za finansową odprawę z zakładu pracy zafundować sobie wycieczkę zagraniczną. Kiedy podczas styczniowej niedzielnej Mszy Św. dowiedziałam się o pielgrzymce do Fatimy – nie wahałam się ani chwili. Portugalia to piękny i katolicki kraj, a kult Matki Boskiej Różańcowej z Fatimy wykracza daleko poza granice tego państwa. Wyjazd miał nastąpić w lipcu (12-17.07.2006 r.). Szybko minęło kilka miesięcy i w dniu 13 lipca br. wraz z całą „grupą lubelską” stanęłam przed figurą „Naszej Pani” (jak mawiają tubylcy) w Kaplicy Objawień w Sanktuarium Matki Boskiej. Tak jak większość pielgrzymujących i ja także pojechałam podziękować za opiekę nad moją rodziną, za to, że wszyscy jesteśmy zdrowi, mamy pracę i dach nad głową. Prosiłam także o dalszą opiekę, zwłaszcza nad synową, która spodziewa się dziecka. Za to także dziękowałam Matce Najświętszej, bo o byciu babcią marzyłam w skrytości serca od kilku lat. Wyjazd oraz pobyt w Fatimie pozwolił mi na inne spojrzenie na dotychczasowe życie, na problemy, które teraz wydają mi się „problemikami”. W naszej grupie było dwóch panów niepełnosprawnych – częściowo sparaliżowanych – na wózkach. Trzeba było widzieć ich ogromne cierpienie fizyczne oraz spokój i pogodę ducha z jaką przyjmowali wszelkie niedogodności, czy ogromne upały (do 50 st. C w cieniu). Jak byli wdzięczni wszystkim tym, dzięki którym mogli tę pielgrzymkę odbyć i zwiedzić wiele miejsc, czy uczestniczyć we Mszach Św. i procesjach różańcowych późnymi wieczorami na terenie Sanktuarium. Czy trzeba było jechać do Fatimy? Myślę, że tak być musiało. Podróż w grupie nieznanych osób, wspólna modlitwa z tysiącami wiernych z całego świata, spotkanie ludzi niepełnosprawnych i czas na refleksję nad dotychczasowym życiem. Teraz wiem, że nie wolno marnotrawić czasu na rzeczy błahe, nieistotne – życie jest na to zbyt krótkie. Im częściej dostrzegamy bliźniego, wiemy, że nie jesteśmy sami. Im więcej damy – tym więcej będzie nam dane. Czy to takie trudne? Dla wielu, niestety – najtrudniejsze.
Bronisława G.
Każdy myślący człowiek wie, co to jest FATIMA. Dla wyznawcy rzymskokatolickiej wiary jest to miejsce święte, cudowne. To miejsce odwiedzała Matka Boga i ludzi. Matka Boża ukazywała się pastuszkom, przekazując im życzenie swego SYNA, bo wynikła konieczność ratowania ludzkiego plemienia przed zagładą i potępieniem. Przed gniewem Bożym świat i teraz potrzebuje ratunku. Może bardziej niż w roku 1917, ale żeby zasłużyć na MIŁOSIERDZIE BOŻE to trzeba wierzyć i odmawiać różaniec. Trzymając w garści różaniec, czujemy oparcie i nadzieję. Nic wtedy nie jest już straszne. Piszący te słowa jest paralitykiem, od urodzenia przykutym do wózka. Wymaga specjalnej troski w najdrobniejszych szczegółach. Duszę ma rogatą, buntowniczą. Przeżycia ostatniego okresu sprawiły, że wnętrze miał popękane, jak stary, gliniany garnek. Żeby być człowiekiem, żeby zachować człowieczeństwo w wątłym ciele, konieczne było pokazać się u cudownego lekarza. Najcudowniejszym lekarzem jest Matka Boża. Matka Boża od dawna wiedziała, że potrzebuję pomocy i w sposób cudowny (tak to czuję) wezwała mnie do siebie dnia 12.07.2006 do Fatimy. Wszelkie plany Boże realizują się przez ludzi. Mój plan wyjazdu do Fatimy zaczął się realizować w autokarze na trasie Kraków - Lublin, kiedy wracałem ze spotkania z Ojcem Świętym Benedyktem XVI. W luźnej rozmowie prowadzonej w autokarze z Panem Bogusiem Murlakiem dowiedziałem się, że są wolne dwa miejsca w grupie pielgrzymkowej do Fatimy. Na wieść o tym, zacząłem głośno wzdychać. Tak głośno, że mój opiekun - Wenancjusz zaniepokoił się o moje samopoczucie. Musiałem tłumaczyć się i podawać powody moich jęków. Wtedy zapadła decyzja: jedziemy razem do Fatimy! Bez zastanowienia wyraziłem zgodę. Dopiero później, już w Lublinie, w kilka dni po powrocie z Krakowa przyszła refleksja. Przyszły wątpliwości i pytania: skąd pieniądze? czy wytrzymasz? czy się opłaca?
Nie wiedziałem jeszcze wtedy o tym, że te wszystkie pytania i wątpliwości pochodzą od złego ducha. Postawiłem wszystko na jedną kartę i zacząłem przygotowania. Diabeł wiedział, gdzie się wybieram i poddał mnie jeszcze jednej próbie. Na 48 godzin przed wyjazdem zginęły mi z mojego pokoju wszystkie dokumenty, portfel i ostatnie 130 zł. Myślałem, że dostanę zawału. W nocy nie mogłem spać. Nie mogłem modlić się. Trzymałem tylko w ręku różaniec. Mimo napięcia (całe ciało bolało i szarpały mną torsje) byłem dziwnie spokojny. Rano przyszła policja, a pod wieczór przyniesiono mi dokumenty w komplecie. Na tej podstawie twierdzę, że cudem poleciałem do Fatimy. Bogu niech będą dzięki. Podróż z Warszawy do Lizbony samolotem. Bardzo atrakcyjna, bo lot nocny. Wysokość lotu: 10.000 metrów. Czas lotu 3 godz. 20 minut. Odległość 4000 km.
Andrzej Szymczakowski
|
| dzisiaj: | 22 |
| wczoraj: | 235 |
| w miesiącu: | 22 |
| od 2004r.: | 641862 |
wygenerowano w: 0.578 sek.